Kolejny certyfikat do teczki. I co z tego?
Lato. Teoretycznie czas na reset. W praktyce – festiwal webinarów, szkoleń i „rozwoju zawodowego”. Wszyscy mówią o sztucznej inteligencji. Wszyscy organizują spotkania online, po których dostajesz ładny plik PDF. Potwierdzenie, że przez dwie godziny patrzyłeś w ekran, słuchając, jak AI „zrewolucjonizuje edukację”. Super.
Tylko że po takim spotkaniu wracasz do punktu wyjścia. Masz kolejny papier do teczki awansowej, ale wciąż nie wiesz, jak realnie użyć tego narzędzia, żeby we wrześniu nie zwariować. Żeby przygotowanie trzech różnych lekcji na środę nie zajęło ci całego wtorkowego wieczoru.
Bądźmy szczerzy, cała ta otoczka „szkoleń TIK” to często teatr. Odklepywanie godzin, żeby zgadzały się statystyki w kuratorium. A problem pozostaje ten sam: nauczyciel jest zawalony pracą, która nie jest pracą z uczniem, tylko biurokratycznym absurdem i produkcją materiałów od zera. Szkoda na to czasu.
Ja już dawno przestałem wierzyć w certyfikaty. Wierzę w narzędzia, które działają. Które oszczędzają kliknięcia i minuty. A te minuty sumują się w godziny. Godziny, które możesz przeznaczyć na cokolwiek innego.
Zamiast uczyć się o AI, zacząłem go po prostu używać. Jako cichego, wirtualnego asystenta. Zamiast szukać po całym internecie materiałów na temat fotosyntezy, wpisuję w EduHero dwa słowa: „Fotosynteza, klasa 7”. I czekam. System sam znajduje wiedzę, układa ją w logiczną całość, a potem tworzy na jej podstawie interaktywne ćwiczenia. Prawda/fałsz, dopasowywanie par, uzupełnianie luk. Wszystko w kilka minut.
Moja rola zmienia się z rzemieślnika w redaktora.
Nie tworzę już wszystkiego od podstaw. Przeglądam to, co przygotował automat. Poprawiam jedno zdanie, doprecyzowuję polecenie, podmieniam ilustrację na taką, która bardziej mi pasuje. Czasem znajdę w sieci genialny film na YouTube. Wklejam link, wycinam interesujące mnie dwie minuty i mówię systemowi: „Z tego zrób mi trzy pytania otwarte i pięć typu ABC”. I on to robi.
To jest prawdziwy rozwój zawodowy. Umiejętność delegowania zadań maszynie. Nie potrzebuję do tego certyfikatu. Potrzebuję narzędzia, które jest intuicyjne i robi to, co do niego należy, bez zbędnego lania wody. Po to właśnie powstał EduHero.
Koniec z marnowaniem weekendów na tworzenie kartkówek. Koniec z poczuciem, że znowu robisz to samo, tylko dla innej klasy. To jest realna oszczędność czasu, którą można policzyć w godzinach. A nie kolejna pozycja w portfolio, z której nic nie wynika.
Więc jeśli planujesz letni „rozwój”, zastanów się, czy potrzebujesz kolejnego papierka, czy może po prostu więcej wolnego czasu we wrześniu. Zostawiam link, przeklikajcie sobie i sami oceńcie, czy to ma dla Was sens.