Korepetycje w wakacje? To jak gaszenie pożaru benzyną.
Sierpień. Na forach rodzicielskich wrze. 'Sprawdzony korepetytor od chemii?', 'Ktoś robi intensywny kurs z matmy przed maturą?'. Standard. Co roku to samo.
A ja patrzę na to i myślę sobie, że to jest jak leczenie objawowe. Ładujemy w dziecko wiedzę, którą ono zapomni do października. A problem nie leży w braku wiedzy. Problem leży w braku systemu, w braku umiejętności efektywnego uczenia się.
Bądźmy szczerzy. Szkolny system rzadko kiedy uczy, jak się uczyć. On głównie sprawdza, czy się nauczyłeś. To fundamentalna różnica.
Więc przychodzi wrzesień, a z nim klasówka za klasówką. I cała wakacyjna praca idzie na marne, bo dziecko dalej nie wie, jak zarządzać informacją, jak ją powtarzać, jak łączyć fakty. Wróci do zakuwania na ostatnią chwilę, bo tylko to zna. Pieniądze wyrzucone w błoto. Czas stracony.
Chodzi o to, żeby dać dziecku narzędzie, które samo wymusi dobre nawyki. Żeby proces nauki przestał być chaotyczną szarpaniną, a stał się uporządkowanym procesem.
Zbudowałem w EduHero coś, co nazywam 'Metodyczną Drabiną'. System nie pozwala po prostu 'przeklikać' materiału. Zaczyna od prostych pytań typu Prawda/Fałsz, a potem, na tym samym materiale, stopniowo podnosi poprzeczkę – uzupełnij luki, połącz w pary, a na końcu napisz odpowiedź własnymi słowami. To się nazywa spiralna aktywacja wiedzy. Mózg nie ma wyjścia, musi zapamiętać.
To nie jest kolejna aplikacja z testami. To jest trener metodyki.
Nie chodzi o to, żeby przerobić cały podręcznik w dwa miesiące. Chodzi o to, żeby po tych dwóch miesiącach dziecko samo umiało się uczyć. Żeby wiedziało, jak rozłożyć materiał i jak go powtarzać. To jest inwestycja, która procentuje przez całe życie, a nie tylko do najbliższego egzaminu.
Szkoda czasu na lanie wody i udawanie, że kilkanaście godzin z korepetytorem załatwi sprawę systemowych braków. To tylko uspokaja sumienie rodzica, ale realnie niewiele zmienia w głowie ucznia.
To tylko narzędzie. Ale takie, które robi robotę za nas – pilnuje metodyki, której często brakuje w szkolnej ławce. Zostawiam Wam to do oceny. Wejdźcie, przeklikajcie z dzieckiem jedną, dwie lekcje i zobaczcie sami, czy to ma sens.