Marzec u korepetytora. Kopiuj-wklej materiałów czy realna przewaga?
Bądźmy szczerzy, marzec to taka maturalna gorączka złota. Telefony się urywają, kalendarze pękają w szwach, a rodzice są gotowi zapłacić każde pieniądze za ostatnią deskę ratunku przed egzaminem ósmoklasisty czy maturą.
I co wtedy robimy? Wszyscy robimy to samo. Odpalamy Zooma, udostępniamy ekran i wałkujemy kolejne PDF-y z arkuszami. Te same arkusze, które uczeń widział już pięć razy. Te same repetytoria. Te same linki do filmów na YouTube, które polecił mu już nauczyciel w szkole i trzech innych korepetytorów.
To nie jest zła wola. To jest po prostu logistyka. Presja czasu. Brakuje mocy przerobowych, żeby dla każdego tworzyć coś unikalnego, kiedy w kolejce czeka następnych pięciu uczniów.
Efekt jest taki, że konkurujemy głównie ceną. Bo skoro oferta wygląda tak samo, to dlaczego rodzic ma zapłacić więcej? Stajemy się wymienialnym trybikiem w maszynie egzaminacyjnej. Szkoda na to czasu i nerwów.
Zadałem sobie kiedyś proste pytanie. Co by było, gdyby ten sam, nudny arkusz maturalny z języka angielskiego albo tekst o wojnach punickich przestał być tylko ścianą tekstu do przeczytania?
A co, jeśli ten materiał, który uczeń widział już dziesiątki razy, nagle zamienia się w pole minowe? Gdzie sam musi wytropić błędy, które inteligentnie wplotła tam sztuczna inteligencja w grze Tekstowy Detektyw. To już nie jest bierne „przerabianie materiału”. To jest realny trening czujności.
Albo inaczej. Zamiast pytać „o czym był tekst?”, system z EduHero generuje grę Znajdź Intruza. Pokazuje uczniowi cztery zdania wyciągnięte z treści – trzy prawdziwe i jedno fałszywe, subtelnie zmienione. Jego zadaniem jest wskazać kłamstwo. To zmusza do myślenia na zupełnie innym poziomie niż standardowe pytanie ABC.
I to wszystko dzieje się w kilkadziesiąt sekund. Wklejasz tekst, wybierasz, że chcesz z niego gry i gotowe. Zyskujesz coś, czego nie da się łatwo podrobić – unikalne doświadczenie i realne zaangażowanie ucznia, który zamiast ziewać, zaczyna kombinować.
To przestaje być korepetycja. To staje się sesją treningową. A za to rodzice są w stanie zapłacić. Bo widzą wartość, a nie tylko odhaczanie kolejnych zadań z listy.
Zostawiam Wam tu link. Wejdźcie, przeklikajcie i sami oceńcie, czy to Wam ułatwia życie. Zero lania wody, po prostu narzędzie.