Majowa gorączka i bezużyteczne certyfikaty. Jak przestałem marnować weekendy.
Maj. Na biurku stosy sprawdzianów, w skrzynce mailowej pytania od rodziców, a w kalendarzu kolejny webinar o „innowacyjnych metodach TIK”. Oczywiście obowiązkowy.
Spędzisz sobotę, przeklikasz slajdy, dostaniesz certyfikat w PDF. I co dalej?
Bądźmy szczerzy, większość tych szkoleń to lanie wody. Teoria, która nijak się ma do dwudziestu ośmiu uczniów w klasie w czwartek o ósmej rano. Kolejny papier do teczki, który ma udowodnić dyrekcji, że się „rozwijamy”. A prawdziwy rozwój polega na tym, że mamy więcej, a nie mniej czasu dla ucznia. Szkoda na to prądu.
Dlatego kiedy budowałem EduHero, miałem jedną zasadę: narzędzie ma oddawać czas, a nie go zabierać. Weźmy ten majowy maraton powtórek do egzaminów. Zamiast klepać po nocy prezentacje albo szukać gotowców w internecie, robię to inaczej.
Potrzebuję szybkiej lekcji o Młodej Polsce dla maturzystów? Wchodzę, wpisuję „Młoda Polska, główne założenia i artyści” i wybieram poziom. Koniec mojej pracy. System sam znajduje wiedzę, buduje z tego interaktywną ścieżkę z pięcioma rodzajami ćwiczeń i generuje do tego ilustracje. Całość zajmuje tyle, co zaparzenie kawy. Nie potrzebuję do tego certyfikatu. Potrzebuję działającego narzędzia, które robi swoje, kiedy ja zajmuję się feedbackiem dla uczniów.
Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że to jedyna słuszna droga. Każdy ma swój system. Ja po prostu cenię swój czas i zdrowie psychiczne.
Zostawiam Wam tu link. Wejdźcie, przeklikajcie i sami oceńcie, czy to Wam ułatwia życie. Możecie to sprawdzić sami, bez żadnych webinarów i zaświadczeń.