Wakacyjne kursy. Albo jak sprzedać coś, czego nikt nie chce.
Znowu to samo. Czerwiec za pasem, a w skrzynce mailowej rośnie stos zapytań o 'wakacyjną ofertę'. Szkoły i korepetytorzy dwoją się i troją, żeby wymyślić coś, co brzmi jak przygoda, a w rzeczywistości jest tą samą gramatyką, tylko podaną w ładniejszym papierku.
I bądźmy szczerzy. Uczniowie są zmęczeni. Rodzice są zmęczeni. A my, nauczyciele, udajemy, że 'intensywny kurs konwersacyjny' w lipcowe popołudnie to jest spełnienie czyichkolwiek marzeń.
Problem w tym, że rynek jest zalany takimi samymi 'ofertami'. Różnią się tylko ceną i stockowym zdjęciem uśmiechniętych nastolatków. To wyścig na dno. Kto da taniej, kto dorzuci gratisowy zeszyt. Szkoda na to czasu i energii.
Nikt nie chce siedzieć nad kserówkami, kiedy za oknem jest 30 stopni. To proste. A próba wciśnięcia komuś na siłę produktu, którego nie potrzebuje, zawsze kończy się frustracją. Albo naszą, albo klienta.
Zamiast więc planować kolejny semestr w pigułce, można zrobić coś innego. Coś, co faktycznie jest lekkie i wakacyjne. W EduHero często podchodzę do tego od zupełnie innej strony. Zamiast budować cały kurs, buduję mikro-doświadczenia.
Biorę na warsztat pięciominutowy, ciekawy filmik z YouTube – o podróżach, grach, o czymkolwiek, co nie jest szkolną ławką. Wklejam link. System sam wyciąga z tego tekst, a ja jednym suwakiem zaznaczam interesujący mnie fragment. Dwie minuty? Super.
Potem mówię sztucznej inteligencji: 'zrób z tego 5 szybkich zadań w stylu teleturnieju i ubierz to w grafikę jak z gry komputerowej'. Całość zajmuje mniej czasu niż zaparzenie kawy. I nagle, zamiast 'kursu', mam 'codzienne wyzwanie filmowe'. Zamiast 'gramatyki', mam 'misję detektywistyczną' w dialogach z serialu. To jest produkt, który da się sprzedać na wakacje. Bo nie udaje szkoły.
Nie chodzi o to, żeby rezygnować z zarabiania w wakacje. Chodzi o to, żeby przestać sprzedawać ludziom śnieg w zimie i zaproponować im zimną lemoniadę w upał. To po prostu lepszy biznes.
Zresztą, co ja będę gadał. Narzędzie jest do dyspozycji. Sprawdźcie sobie sami, czy taki sposób myślenia Wam pasuje.