Koniec roku i ten nieszczęsny ChatGPT. Zamiast z nim walczyć, zaprzęgnąłem go do roboty.
Zbliża się czerwiec. Czas, kiedy kalendarz nauczyciela puchnie od terminów, a skrzynka mailowa pęka od prac zaliczeniowych. W tym roku do klasycznego maratonu dochodzi nowy gracz – sztuczna inteligencja. I obserwuję festiwal paniki.
Narady, szkolenia, oficjalne pisma. Jak wykrywać? Jak karać? Jak udowodnić, że uczeń nie napisał tego sam? Tworzymy procedury, polityki i regulaminy, które z góry są skazane na porażkę. Bądźmy szczerzy, to jest walka z wiatrakami. Marnowanie energii, którą można by spożytkować na coś, co faktycznie ma znaczenie.
Szkoda na to czasu.
Problem nie leży w tym, że uczniowie używają AI. Problem leży w tym, że zadajemy im zadania, które można w całości wykonać przez skopiowanie polecenia do okna czatu. Jeśli praca domowa polega na napisaniu rozprawki o Mickiewiczu, której treść można znaleźć w trzech pierwszych wynikach Google, to prosimy się o kłopoty. To nie jest zadanie sprawdzające myślenie, to jest test na umiejętność obsługi wyszukiwarki.
Próba wykrycia, czy tekst wygenerowała maszyna, to ślepy zaułek. Detektory AI mylą się na potęgę, a uczniowie już dawno nauczyli się przepisywać i parafrazować wyniki tak, żeby wyglądały na ludzkie. To jest gra w kotka i myszkę, w której zawsze będziemy o krok z tyłu.
Więc co zamiast tego? Zmienić zasady gry. Skoro nie da się wygrać z technologią, trzeba ją wprząc do pracy po naszej stronie. W EduHero podszedłem do tego czysto narzędziowo. Zamiast tworzyć kolejne zadanie typu 'napisz i oddaj', daję uczniom platformę do myślenia.
Wyobraźmy sobie zadanie otwarte. Uczeń pisze odpowiedź na pytanie, ale zanim trafi ona do mnie, najpierw czyta ją maszyna. Nasz Inteligentny Feedback od AI Tutora działa jak natychmiastowy sparingpartner. Nie podaje gotowej odpowiedzi. On analizuje tekst ucznia i mówi: 'Hej, tutaj brakuje ci logiki', 'Ten argument jest słaby, rozwiń go', 'Zwróć uwagę na gramatykę w tym zdaniu'. Uczeń dostaje informację zwrotną od razu, w trakcie pracy, a nie po tygodniu, gdy już dawno zapomniał, o co chodziło.
Efekt? Uczeń musi myśleć, poprawiać, iterować. Uczy się procesu, a nie tylko odklepuje zadanie. A ja? Zamiast tracić czas na sprawdzanie dziesiątek pierwszych wersji pełnych błędów, dostaję do oceny przemyślaną, dopracowaną pracę. Oszczędzam czas i nerwy, a uczeń realnie się czegoś uczy. To takie proste.
Przestańmy produkować papier do teczki i walczyć z duchami. Technologia już tu jest. Pytanie nie brzmi 'czy', tylko 'jak' mądrze ją wykorzystać, żeby ułatwić sobie życie i faktycznie wspierać rozwój uczniów.
Zostawiam Wam tu link. Wejdźcie, przeklikajcie i sami oceńcie, czy to Wam ułatwia życie. To chyba lepsze niż kolejny, obowiązkowy webinar o zagrożeniach AI.