Jak przestałem planować rok szkolny, a zacząłem nim zarządzać.
Nadchodzi ten czas. Festiwal segregatorów, nowiutkich planerów i Exceli, które mają ujarzmić nadchodzące dziesięć miesięcy. Każdy z nas to przerabiał. Rozpisane tygodnie, bloki tematyczne, cele. Przez pierwszy tydzień września czujemy się jak tytani organizacji.
A potem przychodzi życie.
Choroba, klasówka, która poszła gorzej, temat, który ciągnie się o dwa tygodnie za długo. I cała ta misterna konstrukcja wali się jak domek z kart. Ten piękny plan ląduje w szufladzie, a my wracamy do trybu gaszenia pożarów, żeby tylko dociągnąć do czerwca. Szkoda na to czasu i nerwów.
Bądźmy szczerzy, to jest teatr. Gramy przed samymi sobą rolę kogoś, kto ma wszystko pod kontrolą. A prawda jest taka, że edukacja to nie jest linia produkcyjna w fabryce. Nie da się jej zamknąć w sztywnych ramkach. To lanie wody i produkcja papieru do teczki.
Dlatego odpuściłem. Przestałem planować w skali makro, a zacząłem myśleć w skali mikro. Zamiast budować roczny monolit, który i tak się zawali, mam system do tworzenia małych, zwinnych klocków wtedy, kiedy ich naprawdę potrzebuję.
Zbudowałem w EduHero kreator, który odwala za mnie tę najgorszą, mechaniczną robotę. Wchodzę, wpisuję sam temat, np. "Fotosynteza dla klasy 6", wybieram ile chcę pytań i klikam 'generuj'. Tyle. Mam gotową, interaktywną lekcję z ćwiczeniami i grafikami. Cały proces zajmuje może dwie minuty. To jest ta fundamentalna zmiana.
Mój roczny plan to teraz luźny spis tematów, drogowskaz. Nie betonowy mur, o który rozbijam sobie głowę. Mogę wreszcie reagować na bieżąco, skupić się na uczniach, a nie na papierologii i 'wyrabianiu się z materiałem'.
Nie chodzi o to, żeby w ogóle nie planować. Chodzi o to, żeby narzędzia pracowały dla nas, a nie my dla narzędzi. Żeby plan był wsparciem, a nie źródłem frustracji.
Zostawiam Wam to do przemyślenia. A jeśli chcecie zobaczyć, jak to działa w praktyce, to nie będę się rozwodzić. Po prostu wejdźcie i sami oceńcie, czy to oszczędza Wasz czas.