Lipiec, spokój i sterta podręczników. Czyli jak przestałem planować rok szkolny na piechotę.
Jest taki specyficzny moment w lipcu. Kawa smakuje inaczej, maili jest jakby mniej i nikt nie dzwoni w sprawie pilnego sprawozdania. I właśnie wtedy na biurku ląduje ten stosik. Podręczniki na przyszły rok. Zaczyna się coroczny, dobrze znany rytuał.
Kartkowanie, notatki, szukanie „inspiracji” w internecie, które kończy się oglądaniem po raz setny tego samego filmiku na YouTube i zapisywaniem do folderu „Może kiedyś użyję” dwudziestej karty pracy o czasie Present Simple. Papier do teczki musi się zgadzać.
I tak siedzimy, specjaliści od dydaktyki, metodycy, pasjonaci, i wykonujemy pracę, którą spokojnie mógłby robić stażysta. Bądźmy szczerzy, to jest lanie wody. Tworzymy od zera szkielety lekcji, wymyślamy po raz tysięczny te same typy pytań do tego samego tematu. Czas, który moglibyśmy poświęcić na myślenie o metodyce, o tym, jak dotrzeć do konkretnego ucznia z konkretnym problemem, marnujemy na klepanie struktury. Szkoda na to czasu.
Dlatego w EduHero zbudowałem coś, co nazywam trybem tematycznym. I nie ma w tym żadnej filozofii. To ma po prostu działać. Wpisujesz „Fotosynteza, poziom podstawowy” albo „Wojny punickie, liceum” i klikasz enter. Tyle.
System nie pyta o szczegóły, nie każe Ci wklejać linków ani fragmentów tekstu. Sam znajduje wiedzę, układa ją w logiczną całość i generuje całą lekcję z pięcioma różnymi typami ćwiczeń. Dostajesz gotowy, surowy szkielet w kilkadziesiąt sekund. Szkielet, nie gotowca. To jest fundament, na którym Ty, ekspert, budujesz resztę. Poprawiasz, dodajesz swoje smaczki, anegdoty, usuwasz to, co Ci nie pasuje. Ale cała ta nudna, powtarzalna praca jest już zrobiona.
Czy to zastąpi nauczyciela? Oczywiście, że nie. To ma zastąpić Worda i bezsensowne przeklikiwanie Pinteresta. To narzędzie. Jak młotek. Można nim wbić gwóźdź albo postawić sobie na palec. Ja go używam do oszczędzania tych kilku godzin w lipcu. Zostawiam Wam tu możliwość sprawdzenia tego w praktyce.